Dlaczego skórzana torebka to inwestycja, nie kaprys? Czyli historia jednej kobiety, jednej torebki i… czegoś więcej!

Mam na imię Martyna. Pracuję w agencji reklamowej. Żyję szybko, czasem zbyt szybko – kawa w biegu, spotkania jedno po drugim, wieczorne briefy i poranki z kalendarzem pełnym notatek i kolejnych deadline’ów. Lubię to tempo, ale nauczyłam się, że w chaosie dnia codziennego potrzebuję rzeczy, które mnie nie zawodzą. Jedną z nich jest moja skórzana torebka. Nie, nie przesadzam. Ta torebka damska skórzana była ze mną, gdy wiele się zmieniało – i zawsze trzymała fason. Dosłownie. Uchylę rąbka tej historii…

Pamiętam, jak ją kupiłam. To był trudny czas w moim życiu. Rozstałam się wtedy z Michałem, z którym byłam ponad dwa lata. Bez dramatów, ale mimo wszystko bolało. Wzięłam dzień wolny, zakopałam się w kołdrę, zrobiłam ulubioną herbatę i bez celu przeglądałam internet. Nie miałam planu, po prostu klikałam różne stronki. W przypływie stereotypowych myśli, że na smutki zawsze odpowiednie są zakupy, wyszukałam sklep internetowy z galanterią skórzaną i zaczęłam przeglądać ofertę. Wtedy zobaczyłam ją – klasyczna torebka damska czarna, wykonana z miękkiej skóry, z prostym, ale eleganckim zapięciem. Pomyślałam: „Martyna, zainwestuj w coś trwałego. Coś, co będzie tylko Twoje… nie zawiedzie, nie złamie mocno już pokiereszowanego serca”.

Zamówiłam. Paczka dotarła błyskawicznie. Zobaczyłam ja na żywo i nie żałowałam decyzji o zakupie! Ta torebka zmieniła mój sposób myślenia o dodatkach. Stała się moją codzienną towarzyszką – torebką damską do pracy, która mieściła wszystko: laptopa, kosmetyczkę, dokumenty, czasem nawet awaryjne buty na zmianę. Dzięki sprytnym przegródkom i kieszeniom już nigdy nie szukałam kluczy jak szalona. W weekend nosiłam ją na ramię, a gdy szłam na spotkanie z klientem – do ręki, jak przystało na profesjonalistkę.

W międzyczasie wrócił Michał. Spotkaliśmy się przypadkiem na otwarciu galerii, gdzie agencja robiła oprawę. Zapytał, co u mnie. Powiedziałam, że dobrze, że pracuję więcej niż śpię, że nauczyłam się robić rosół i że mam nową torebkę. Zaśmiał się. „Torebkę?” – zdziwił się. „Męska rzecz do zapamiętania, ale… wygląda solidnie. Jak Ty ostatnio”. Dziś się z tego śmieję, ale wtedy zabrzmiało to jak komplement, który znaczy więcej niż chciał przyznać. Przegadaliśmy resztę wieczoru i na miejscu mojego szefa nie zapłaciłabym sobie wynagrodzenia za ten czas 😉

Po tym wieczorze coś się między nami zmieniło. Spotkaliśmy się znowu. I znowu. Aż w końcu znów zaczęliśmy być razem – dojrzalej, spokojniej. Moja torebka damska do biura stała się wtedy również torebką damską na dokumenty A4 potrzebne do podpisania wspólnego kredytu. Tak – kupiliśmy mieszkanie i zamieszkaliśmy razem!

Z czasem kupiłam też torebkę damską shopperkę – pojemną, idealną na zakupy. I torebkę damską z funkcją plecaka, która uratowała mnie podczas wakacji we Włoszech, gdy musiałam biegać po Rzymie z przewodnikiem i parasolem. Ale to ta pierwsza – klasyczna, skórzana – wciąż ma miejsce w mojej szafie. A właściwie nie w szafie, a na ramieniu, bo ciągle ją noszę. Nawet ostatnio, kiedy po raz pierwszy poszłam zaprowadzić naszego syna do przedszkola. Tak na marginesie – dobrze, że jest taka pojemna, bo dzięki temu miałam chusteczki pod ręką i mogłam otrzeć ukradkiem łzy, aby nasz junior niczego nie zauważył.

Patrząc z perspektywy czasu – nie była to torebka. To był wybór. Za każdym razem, gdy ją noszę, przypomina mi, że warto inwestować w rzeczy solidne. W styl ponadczasowy. W jakość. W siebie. Bo skórzana torebka to nie modny kaprys. To świadoma decyzja. I czasem, choć brzmi to banalnie, staje się symbolem nowego rozdziału. W moim przypadku tego najważniejszego.

xoxo

Martyna

4 komentarze do “Dlaczego skórzana torebka to inwestycja, nie kaprys? Czyli historia jednej kobiety, jednej torebki i… czegoś więcej!

  1. Lekko, ale z sensem – lubię to.Mało który tekst sprawia, że zatrzymuję się na stronie na dłużej – ten się udał. Forma i treść – jedno wspiera drugie. Lubię, gdy autor pisze tak, jakby mówił do jednej konkretnej osoby. Co skłoniło Cię do podjęcia właśnie tego tematu? Czy to był impuls, czy wynik dłuższych przemyśleń?

  2. Piszesz z sercem i wiedzą – to widać.Nieczęsto zdarza mi się wrócić do początku tekstu po przeczytaniu całości – tu wróciłem. To podejście do tematu było rzadko spotykane – i dobrze. Zapisuję stronę – za jakiś czas będę chciał tu wrócić, żeby poczytać nowe mam nadzieje równie dobre teksty. Czy coś Cię szczególnie zaskoczyło podczas przygotowywania wpisu?

  3. Rzadko trafiam na blogi z tak wyraźnym głosem autora.Dobrze się to czytało. To podejście do tematu było rzadko spotykane – i dobrze. Dobrze się czyta coś, co powstało z ciekawości, a nie z obowiązku.

  4. Widać, że masz swój styl.Mało który tekst sprawia, że zatrzymuję się na stronie na dłużej – ten się udał. Treść dobrze wyważona – nie za dużo, nie za mało. Dobrze się czyta coś, co powstało z ciekawości, a nie z obowiązku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *